Nieśmiały Kuba - bajka terapeutyczna

"Nieśmiały Kuba" to opowieść o chłopcu, który boi się samodzielności. Zobaczcie, jak sobie poradził w szkolnej rzeczywistości.
/ 11.08.2014 10:17

nieśmiały kuba bajka terapeutyczna

Fot. Fotolia

Kuba stał pod ścianą z niepewną miną. Czuł, że zbiera mu się na płacz. Teraz było najgorzej, bo skończył już lekcje i nie wiedział, co ma ze sobą zrobić. Miał jeszcze godzinę do odjazdu autobusu szkolnego. Wczoraj odebrała go mama i chciałby, żeby tak było również dziś, ale tata stwierdził, iż mama go rozpieszcza. Powiedział, że Kuba jest już dużym chłopcem, a nie małym Kubusiem, i może sam wracać do domu po lekcjach, tym bardziej że inne dzieci też jeżdżą same. Zaczął się już drugi semestr i Kuba musi być samodzielny.

„Samodzielny, łatwo mu powiedzieć” – pomyślał chłopiec. „Dla jednych to jest łatwe, a dla innych bardzo trudne. On, na przykład, najchętniej by się teraz przytulił do mamy i rozpłakał. Ale mamy tu nie było”. Była za to jego pani, którą lubił i do której już się przyzwyczaił. Postanowił zajrzeć do swojej klasy i sprawdzić, czy tam jeszcze jest. Otworzył drzwi i zobaczył, że przy ławce jego kolegi z klasy stoi kobieta, coś mu tłumacząc. Spojrzała w jego stronę i spytała:

– Kuba, czy coś się stało?

– Nie, proszę pani, ale nie wiem, co mam zrobić.

– Musisz poczekać na swój autobus.

– No... wiem, a mógłbym tutaj?

– Raczej nie, bo mamy zajęcia wyrównawcze i twoja obecność będzie rozpraszała uczniów. Idź, proszę, do świetlicy i tam zaczekaj na autobus, dobrze? Wiesz, gdzie jest świetlica? Byłeś tam już kiedyś?

– Tak, proszę pani, wiem – odpowiedział Kuba zawiedzionym głosem.

Wlókł się korytarzem, myśląc: „Co ja będę robił w tej świetlicy? Nikogo tam nie znam. Nigdy tam nie byłem, mama zawsze odbierała mnie zaraz po lekcjach i zawoziła do domu. Nie mogło tak być dalej?!”. Ciągle czuł się małym chłopcem i najchętniej przytuliłby się teraz do mamy. „Gdyby chociaż Bartek był w świetlicy, to byłoby mi raźniej, ale Bartek kończy lekcje za godzinę i spotkamy się dopiero w autobusie”.

Tak rozmyślając, dotarł do świetlicy. Drzwi były szeroko otwarte, jakby zapraszały dzieci do środka. Pani siedziała z dziewczynkami przy stoliku i razem coś wycinały. Wyglądała sympatycznie, ale Kuba i tak się wstydził.

Raptem z przerażeniem stwierdził, że pani coś do niego mówi.

– Chłopczyku, jak masz na imię? Chodź do nas, pomożesz nam wycinać żabki.

Kuba stał niezdecydowany. Nie wiedział, co zrobić, więc starał się nie patrzeć w ich stronę. Pani czekała. Po chwili wszedł niepewnie do świetlicy i stanął pod ścianą.

– Nie wstydź się. Chodź bliżej.

Chłopiec podszedł do stolika i usiadł na brzegu krzesła.

– Chcesz nam pomóc? Damy ci nożyczki i będziesz z nami wycinał, dobrze?

Kuba wstydził się odezwać, więc siedział, dalej nie wiedząc, co począć.

– Jak masz na imię? – spytała pani.

Kuba zwiesił głowę. Wiedział, że powinien odpowiedzieć, ale tak się denerwował, że cały zesztywniał. Nie mógł nawet otworzyć ust. W końcu jakaś uczennica powiedziała:

– Proszę pani, ja wiem. Ma na imię Kuba i chodzi do Ib.

– To prawda? – spytała pani, patrząc na chłopca.

Skinął potakująco głową, czując olbrzymią wdzięczność wobec tej dziewczynki.

– Oj, coś mi się zdaje, że jesteś bardzo nieśmiały – stwierdziła pani z uśmiechem.

– Rozumiem, że nie chcesz z nami wycinać. Może więc usiądziesz w tamtej części świetlicy i pooglądasz bajkę z innymi dziećmi?

Kuba znowu kiwnął i podreptał w głąb świetlicy. Usiadł przed telewizorem, ale bajka w ogóle go nie interesowała. Koło niego siedziały dzieci. Znał je tylko z widzenia, spotykał na przerwach, więc był zawstydzony i nie odzywał się do nikogo. Zauważył, że mu się przyglądają, ale nie zaczepiały go i był im za to wdzięczny. Nagle usłyszał dziecięce głosy i wesoły śmiech, dobiegające zza drzwi. Zaczął nasłuchiwać i spoglądać co chwilę w tamtym kierunku. Wtedy podeszła do niego pani.

– Widzę, że bardziej niż bajka ciekawi cię, co się dzieje za drzwiami. Wiesz, co się tam znajduje?

Kuba wzruszył ramionami.

– Tam jest biblioteka. Uczniowie naszej szkoły wypożyczają w niej książki. Ty niedługo też będziesz tam chodził, bo pierwszoklasiści zaczynają wypożyczać od drugiego semestru.

Kuba słuchał, ale biblioteka nie interesowała go ani trochę. Zastanawiał się tylko, co dzieci tam robią, że jest im tak wesoło. Postanowił to sprawdzić. Wstał i zajrzał przez uchylone drzwi. Zobaczył kilkoro dzieci siedzących na krzesłach ustawionych w kółko. Po chwili wszyscy się zerwali ze swoich miejsc i biegali, szukając wolnych krzeseł. „Bez sensu” – pomyślał Kuba – „nagle wstają, biegają i szukają innych, zamiast siedzieć tam, gdzie przedtem”.

Po chwili dzieci zrobiły to samo, a potem znowu i tak parę razy. Wszyscy się śmiali. Było widać, że dobrze się bawią.

„Dziwne” – pomyślał Kuba. Naraz usłyszał, że nauczycielka ze świetlicy coś do niego mówi:

– Widzę, że interesują cię zajęcia, które prowadzi pani z biblioteki. Porozmawiam z panią i, jak będziesz chciał, to poproszę, żebyś mógł na nie chodzić. Teraz musisz już zejść na dół, bo za moment odjeżdża twój autobus.

Kuba się przestraszył, że nie zdąży, więc poderwał się i szybko wybiegł ze świetlicy. Po wejściu do autobusu zaczął szukać wzrokiem Bartka.

– Cześć, Kuba. Dziś pierwszy raz wracasz autobusem, więc zająłem ci miejsce obok siebie.

– Dziękuję.

– I jak? W porządku?

– Tak, tylko że musiałem godzinę czekać na autobus i nie wiedziałem, co ze sobą zrobić.

– Trzeba było iść do świetlicy. Tam jest fajnie.

– Byłem, bo pani mi tak poradziła.

– I co, podobało ci się?

– Nie bardzo, bo były tam same dziewczyny i coś z panią wycinały.

– No, to miałeś pecha, bo przeważnie chodzą tam też chłopcy i grają w różne gry. A poznałeś kogoś?

– Nie. Bartek, wiesz co? Tam, za drzwiami, jest biblioteka.

– Wiem. I co z tego?

– Byłeś tam kiedyś?

– No jasne, przecież wypożyczam książki. Wiesz, że lubię czytać o zwierzętach.

– No, wiem.

– No i co z tą biblioteką?

– Zajrzałem do niej, bo słyszałem, że tam się bawią jakieś dzieci i głośno się śmieją.

– Aha, pewnie pani miała zajęcia z dziećmi. Fajnie się tam bawią. Widziałem kiedyś. Chciałbyś chodzić na te zajęcia?

– Chyba tak – powiedział nieśmiało Kuba.

– To powiedz swojej pani.

– I to wystarczy?

– Myślę, że tak, ale na wszelki wypadek możesz powiedzieć też swojej mamie.

– Chyba powiem. A, jeszcze widziałem tam chyba mojego kolegę z klasy.

– No to będziesz się czuł raźniej.

Kiedy Kuba wrócił do domu, mama spytała, jak sobie poradził. Chłopiec opowiedział o swojej wizycie w świetlicy i że chciałby chodzić na zajęcia do biblioteki. Poprosił mamę, żeby porozmawiała z panią. Mama trochę się zdziwiła, ale obiecała, że następnego dnia rano pójdzie z nim do biblioteki.

Okazało się, że są jeszcze wolne miejsca w grupie i pani przyjęła Kubę na zajęcia. Chłopiec bardzo się ucieszył i już nie mógł się doczekać poniedziałku. Jednak kiedy nadszedł ten dzień i skończyły się lekcje, nie był już taki pewien, czy pójdzie. Właściwie chciał stchórzyć i stać całą godzinę pod swoją klasą, bo tam czuł się bezpieczniej, ale wtedy pojawił się Dominik i Kuba przypomniał sobie, że widział go tydzień temu w bibliotece.

– Kuba, słyszałem, że będziesz z nami chodził na zajęcia do biblioteki?

– No – mruknął nieśmiało Kuba. – A skąd wiesz?

– Pani mi powiedziała i jeszcze prosiła, żebym się tobą zajął i przyprowadził po lekcjach, bo nikogo nie znasz i... w ogóle, no... wiesz... To co, idziemy?

Kuba od razu poczuł się raźniej i skinął ochoczo głową, po czym ruszył za Dominikiem. Dopiero kiedy miał wejść do biblioteki, znowu się zawstydził i chciał zrezygnować.

– Chodź, pani jest naprawdę fajna. Bawimy się w różne zabawy, ale jak ktoś nie chce, to nie musi.

– I co wtedy robi? – spytał zdziwiony Kuba.

– Można siedzieć i się przyglądać, a jak będziesz chciał, to możesz w każdej chwili włączyć się do zabawy.

– No co ty?!

– Mówię ci. Możesz też rysować albo przeglądać książki i czasopisma. A jak się, na przykład, nie ma humoru, to można przez całą godzinę się nie bawić, tylko sobie po prostu posiedzieć, bo pani to rozumie. O nic cię nie wypytuje, chyba że sam chcesz jej powiedzieć, co ci jest. Jest super. Będzie ci się podobało.

Kuba był tak zainteresowany opowieściami Dominika, że w ogóle nie zauważył, kiedy znaleźli się w bibliotece. Powiedzieli: „Dzień dobry”. Pani spytała, kto chce się bawić. Kuba nic nie odpowiedział, bo jeszcze nie wiedział, czy chce. Usiadł przy stoliku i obserwował zabawę. Dzieci wymyślały zwierzęta na literę „s”. Kto nie wymyślił, odpadał. Chłopca aż język swędział, bo znał mnóstwo takich zwierząt. W końcu nie wytrzymał i spytał:

– Proszę pani, czy też mogę się bawić?

– Tak, Kuba, możesz, ale jeśli nie będziesz wiedział, to odpadniesz, tak jak inni. Zgadzasz się?

– Tak.

Nawet nie zauważył, kiedy minęła godzina. Zadzwonił dzwonek i zajęcia się skończyły, a on musiał biec do autobusu. Chwytając plecak, krzyknął „Do widzenia” i już go nie było. Do domu wrócił w świetnym humorze i wszystko opowiedział rodzicom. Dodał, że będzie chodził do biblioteki co poniedziałek. Mama, słysząc to, odetchnęła z ulgą.

Minęły dwa miesiące. Kuba uczęszczał na zajęcia i bardzo je polubił. Nawet nie spostrzegł, że częściej się uśmiecha oraz ma wiele nowych koleżanek i kolegów. Pewnego dnia pani wprowadziła do klasy nową uczennicę. Chłopiec spojrzał na nią przelotnie, ale nie poświęcił jej dużo uwagi, bo była to przecież dziewczyna. Poza tym myślał o swoich ulubionych zajęciach, nie mogąc się ich doczekać. W końcu zabrzmiał dzwonek obwieszczający koniec lekcji. Kuba spakował plecak i wybiegł z klasy. Na korytarzu zobaczył nową uczennicę. Stała pod ścianą i płakała. Zrobiło mu się jej żal i mimo że była dziewczyną, postanowił jej pomóc. Podszedł bliżej i zapytał:

– Dlaczego płaczesz?

Dziewczynka nie odpowiedziała, nawet na niego nie spojrzała. Kuba trochę się zdenerwował i już miał coś powiedzieć, ale nagle przypomniał sobie, jak on się czuł tego dnia, kiedy po raz pierwszy miał sam wrócić autobusem do domu. On też wtedy nie odzywał się do nikogo, nawet do pani ze świetlicy. Podjął męską decyzję: zaprowadzi dziewczynkę na swoje zajęcia. Złapał ją za rękę i zaproponował:

– Chodź ze mną. Zobaczysz, nie pożałujesz. Ja też kiedyś byłem taki jak ty, ale poszedłem na zajęcia do biblioteki i teraz już nie jestem nieśmiały. Tobie one też pomogą.

– Puść mnie, nigdzie nie pójdę! Daj mi spokój!

– Ale uwierz mi, w bibliotece jest naprawdę fajnie! Chodzi tam też kilka miłych dziewczynek, a pani jest bardzo sympatyczna i jak nie będziesz chciała, to nie będziesz musiała się w nic bawić, tylko sobie posiedzisz. Mówię ci, nie pożałujesz.

Dziewczynka skinęła głową i poszli do biblioteki. Oczywiście bibliotekarka zgodziła się, żeby Ania (bo tak miała na imię nowa koleżanka Kuby) została na zajęciach. Dziewczynka początkowo siedziała przy stoliku i czytała książkę, ale później wspaniale się bawiła ze wszystkimi. Spytała panią, czy będzie mogła zawsze przychodzić. Po zajęciach Kuba złapał swoją nową koleżankę za rękę i razem poszli do autobusu.

Bajka pochodzi z książki "Bajki terapeutyczne" autorstwa H. Szaga (Impuls 2014). Publikacja za zgodą wydawcy.

Zobacz także: Karolek ma braciszka - bajka terapeutyczna

Redakcja poleca

REKLAMA